Słuchaj Swojego Serca

Książka wydawała mi się bardzo banalna i naiwna sądząc po okładce...

Kupiłem ją dawno, dawno temu, gdy po świecie chodziły dinozaury, a internet był opanowany głównie przez cyników pokazujących jacy oni są mądrzy przez to, że krytykują wszystko i wszystkich...

Pierwsze czytanie...

Dałem się wtedy nieco unieść tej fali "zdroworozsądkowej" i po przeczytaniu tej książeczki pierwszy raz, stwierdziłem, że jest ona naiwna, taka dziecinna wręcz. Nie ma w niej słowa o NLP czy innych tego typu "poważnych" technikach "pracy nad sobą", więc raczej nie traktowałem tego zakupu jako udany...

Drugie czytanie...

Czas mijał, po kilku ładnych latach (i kilkudziesięciu innych książkach), sięgnąłem po nią znowu. A co, były wakacje, więc lektura lekka, łatwa i przyjemna jest jak najbardziej na miejscu 🙂

Mam tendencję do bazgrania po książkach. Gdy coś czytam, zakreślam tekst czymkolwiek co aktualnie znajduje się w zasięgu mojej ręki. Nie ważne czy jest to długopis, ołówek czy zakreślacz. Robię to z zamiarem, że kiedyś sobie do tak zakreślonej lektury wrócę, co oczywiście jest myśleniem życzeniowym, bo wracam tylko do kilku wybranych książek.

Otwieram wspomnianą książeczkę, a ona prezentuje się dziewiczo. Ani jednego podkreślenia, ani jednej kolorowej linijki. Myślę sobie, że pewnie dlatego jest ona taka "czysta", bo jest kiepska....

Zaczynam czytać i oczom własnym szanownym nie wierzę. Odnoszę wrażenie, że książka zaczyna czytać się sama. szukam pospiesznie czegoś do zakreślania i na szczęście takowy śliczny, żółty zakreślacz był pod ręką 🙂

Rzadko mi się zdarza, żebym podkreślił prawie cały rozdział za jednym razem. Teraz jednak praktycznie tak to wyglądało.

Patrzymy, patrzymy i nie widzimy...

Nie chodzi o to, że traktuje ona o rzeczach, które są dla mnie czymś nowym, nieznanym. Wręcz przeciwnie, traktuje ona o rzeczach, z którymi zetkniesz się w większości książek zaliczanych do kategorii Rozwój osobisty czy inne podobne. Mówi ona dokładnie o tych samych zasadach ale robi to z ogromnym poczuciem humoru!

Nie wiem, być może autor doszedł do wniosku, że bawiąc się czytelnik przyswoi więcej (co zresztą jest chyba słusznym założeniem). W każdym bądź razie, w moim przypadku, książka okazała się wpaść mi w ręce we właściwym czasie. Gdybym jej nie miał, pewnie bym jej nie kupił. Miałem ją jednak w biblioteczce, więc wystarczyło tylko sięgnąć po nią ręką.

Po wielu lekturach "poważniejszych" ta okazała się lekiem na moje skołatane nerwy 🙂 Okazała się rewelacyjną odtrutką na głupoty, które przyswoiłem sobie, często nieświadomie. Pozwoliła mi wyjść z dołka psychicznego (jestem melancholikiem, więc ten dołem w moim przypadku często jest głęboki, o tym jednak więcej możesz przeczytać na innym z moich blogów)

Co więcej. Właśnie ta niepozorna książeczka stała się głównym motorem sprawczym, który spowodował, że powołałem do życia ten fantastyczny blog, na którym obecnie się znajdujesz 🙂

Nie wiem, czy jest ona obecnie dostępna w jakiejś księgarni. Wydanie mojej jest z roku 2006, więc swój wiek już ma. Niemniej gdyby tytuł zależał ode mnie, nazwałbym ją: Podążaj Za Swoim sercem.

Nie jakieś takie psychologiczne gadanie ale prosta książeczka, która faktycznie chwyta za serce (doceń fakt, że perfekcyjny melancholik używa takiego słowa jak serce. Ono na co dzień nie znajduje się w moim słowniku.)

Kończę wpis, bo zostało mi jeszcze kilka rozdziałów do przeczytania, a nie chciałbym, żeby "subiektywna recenzja" była dłuższa niż sama książka 🙂

Subiektywna ocena: 9 na 10 możliwych punktów.