Autobus energii

Pomyślałem sobie taka oto cienka książeczka. Nic szczególnego. Znałem jednak jedną z wcześniejszych produkcji autora wiec raczej nie miałem oporów z zabraniem się za czytanie Autobusu.

Tym bardziej, że zacząłem okres testowy w Legimi i miałem 7 dni na czytanie bez limitu. Pomyślałem, że nie mam nic do stracenia poza kilkoma godzinami na czytanie.

Zaczęło się nieco przydługim wstępem oraz podziękowaniami.

Potem szło już gładko. Rozdział pierwszy, drugi i kolejne. Gdzieś w okolicy trzeciego dopadła mnie myśl, że autor jest naprawdę dobry. Nie dlatego, że rewelacyjnie pisze na ten temat, bo przecież książek o motywacji, postawie i o tym, że pozornie niesprzyjające okoliczności mogą zamienić się w coś niezwykle pozytywnego, przeczytałem już kilka…

Tu nie chodzi o styl. Tu chodzi o koncentrację…

Tak. Myślę, że właśnie koncentracja treści jest głównym atutem tej małej książeczki. Zupełnie jak w przypadku produktów amwayowskich. Bardzo dobra jakość skoncentrowana w niewielkim opakowaniu starczajacym na bardzo długo…

Dokładnie z takim podejściem do treści spotkałem się tutaj. Oczywiście pragnę zaznaczyć, że jest to moja subiektywna opinia i wcale ale to wcale nie musisz się z nią zgadzać…

Każdy rozdział to jedna, konkretna myśl. Pomysł do wykorzystania. Prosty, a jednocześnie głęboki. Każdy taki pomysł można przekłuć na całą książkę lub chociaż rozdziały rozbudować do stron kilkudziesięciu. Tu jednak mamy do czynienia raczej z minimalizmem treści. Jedna myśl i kilka stron jej poświęcone. Wydawać by się mogło, że to bez sensu…

Może jednak o to chodziło.

Kilka stron wystarczy, żeby w prostych słowach przedstawić to, co teoretycznie powinno się mocno skomplikować, żeby wyjść na mądrzejszego niż się jest faktycznie.

Kilka prostych zdań, które jednak zostają w pamięci.

NO właśnie. Dziwna sprawa. Po przeczytaniu rozdziału o tym, jak przebita opona (czyli wydarzenie negatywne z gruntu rzeczy) zamienia się w coś pozytywnego (w tym przypadku ratuje życie), zacząłem myśleć… i myśleć szukając analogii w swoim życiu.

Mniejsza o efekt tych rozmyślań. Nie to jest istotne. Istotne jest to, że kilka stron spowodowało rozruszanie moich szarych komórek. Kilka stron wpłynęło na moje myślenie co jak mi się wydaje było celem autora.

Prawdopodobnie gdyby nie ta związłość tekstu podana w formie opowieści, to oddziaływanie książki na organizm żywy jakim jest człowiek byłoby mniejsze. Czasem nie byłoby go wcale…

Wiele razy zdarzyło się, że czytałem coś, co wydawało mi się niezwykle istotne i w trakcie samego czytania faktycznie powodowało zamieszanie pod czaszką ale tuż po odłożeniu książki przestało mieć znaczenie. Ilośc słów była tak wielka, ilośc myśli i wątków zawartych w czytanym tekście tak duża, że nastąpiło zmęczenie materiału i umysł nie chciał już zagłębiać się w wyciąganie tego co autor miał na myśli pisząc to co napisał. Przykre ale prawdziwe.

Tutaj jednak po każdym rozdziale czujesz niedosyt. Czujesz, że autor miał na myśli coś więcej niż tylko to co właśnie przeczytałeś. Wiesz, że musisz sobie dopowiedzieć resztę. Twoja wyobraźnia zaczyna żyć własnym życiem i automatycznie zaczynasz szukać analogii do własnych doświadczeń. To jest dobre. To powoduje, że książka faktycznie zaczyna mieć wpływ na twoje myślenie, a właśnie myslenie jest tym, co rozpoczyna wszystko w naszym życiu.